| |
Tego dnia przed koĹcioĹem przygotowywano wielkie ognisko. Po uroczystoĹci kaĹźdy staraĹ siÄ zabraÄ do domu choÄ nadpalonÄ
gaĹÄ
zkÄ dla ochrony przed burzami i gradem. Podczas pierwszej orki gospodarze rozsypywali po polu popióĹ z tego ogniska.
Po ĹwiÄceniu ognia nastÄpowaĹo ĹwiÄcenie wody, której zapas kaĹźdy zabieraĹ do domu. Gospodarze skrapiali niÄ
caĹy dobytek, obejĹcie i domowników. PozostaĹÄ
zaĹ resztÄ przechowywali do nastÄpnej Wielkiej Soboty. SĹuĹźyĹa ona domownikom caĹy rok w przypadkach choroby oraz przy innych okazjach, gdy oczekiwano bĹogosĹawieĹstwa BoĹźego.
Przez caĹy sobotni dzieĹ ĹwiÄcono równieĹź pokarmy, które spoĹźywane byÄ miaĹy nastÄpnego dnia. NiegdyĹ ze ĹwiÄconym nikt nie szedĹ do koĹcioĹa, jak to ma miejsce dziĹ. Za to ksiÄĹźa objeĹźdĹźali dwory, zaĹcianki i wioski. W wioskach kobiety zbieraĹy siÄ w jednym miejscu i na ziemi ustawiaĹy swoje kosze odkrywajÄ
c to , co przyniosĹy, a byĹo tego duĹźo (nie tak jak dziĹ – symbolicznie) i pachniaĹo….. Po szeĹciu tygodniach postu zawartoĹÄ tych koszyków musiaĹa draĹźniÄ nozdrza, bo i byĹo czym. ByĹy tam bowiem pisanki, ĹwieĹźy ser, jajka, chrzan, masĹo, sól, chleb, kieĹbasy, wÄdzonki, czasem teĹź babka a nawet prosiÄ. Wszystko to przybrane wiosennie zielonym barwinkiem musiaĹo stanowiÄ niemaĹÄ
pokusÄ po wielu dniach poszczenia.
WedĹug wierzeĹ ĹwiÄcone posiadaĹo wielkÄ
moc. Po powrocie z koszem do domu naleĹźaĹo obejĹÄ z nim trzykrotnie caĹy dom, aby zapewniÄ mu dostatek i pozbyÄ siÄ szczurów i myszy. ZabezpieczaÄ teĹź miaĹo wioski przed klÄskami a ich mieszkaĹcom zapewniaĹo dostatek i dobrobyt.
Dawniej WielkÄ
SobotÄ o póĹnocy koĹczyĹa msza rezurekcyjna. DziĹ msza ta rozpoczyna niedzielny poranek. Na tÄ mszÄ spieszyli wszyscy, bo kto by jÄ
przespaÄ miaĹ, ten prawa do jedzenia ĹwiÄconego byĹby pozbawiony. A któĹź by chciaĹ na takÄ
karÄ zasĹuĹźyÄ ;)).
![]() Procesja Rezurekcyjna ĹšródĹo: http://www.kielce.kapucyni.pl |
Na poczÄ tku rezurekcji trzykrotnie obchodzono koĹcióĹ idÄ c za NajĹwiÄtszym Sakramentem i ĹpiewajÄ c radosne pieĹni wielkanocne. Od tej pory najczÄĹciej powtarzanym w czasie caĹej Wielkanocy sĹowem byĹo Alleluja czyli Chwalcie Pana. Po mszy tej obowiÄ zywaĹo teĹź inne niĹź w dniu powszednim powitanie. Na sĹowa „Chrystus zmartwychwstaĹ” odpowiadano „Prawdziwie zmartwychwstaĹ”. Po dziĹ dzieĹ te sĹowa rozbrzmiewajÄ w niedzielne wielkanocne poranki.
Niedzielny poranek przynosiĹ to, na co najbardziej oczekiwano w Wielkim PoĹcie, czyli wielkie obĹźarstwo. Rodzinne Ĺniadanie rozpoczynaĹo (i nadal rozpoczyna) dzielenie siÄ ĹwiÄconym jajkiem (podobnie jak wigilijnÄ kolacjÄ rozpoczyna dzielenie siÄ opĹatkiem). Potem zaĹ jedzono juĹź wszystko: cielÄcinÄ, sĹoninÄ, kieĹbasÄ, jaja …. a wszystko doprawiano chrzanem. CaĹy ten radosny dzieĹ upĹywaĹ zwykle w ĹcisĹym rodzinnym gronie i dopiero w poniedziaĹek odwiedzano sÄ siadów.
ByĹ to dzieĹ harców i swawoli i przede wszystkim dzieĹ oblewania siÄ wodÄ .
|
NosiĹ róĹźne nazwy. DziĹ wszyscy go znajÄ
jako Ĺmigus-Dyngus lub Lany PoniedziaĹek. Polewano siÄ rozmaicie, od delikatnego skrapiania perfumami po wylewanie na siebie wzajem caĹych wiader wody lub wrzucanie siÄ do stawu. ChoÄ nie zawsze byĹo to miĹe, jednak Ĺźadna z dziewczÄ
t sucha tego dnia zostaÄ nie chciaĹa, bo oznaczaÄ to mogĹo brak powodzenia.
Dla jeszcze wiÄkszej uciechy chĹopcy siedzÄ
c na drzewach lub wysokich dachach wygĹaszali na „czeĹÄ” dziewczÄ
t krótkie rymowanki, czÄsto bardzo zĹoĹliwe. Jednak prawdziwÄ
obrazÄ
byĹoby gdyby takiej rymowanki dla którejĹ panny zabrakĹo. KaĹźda wiÄc miaĹa nadziejÄ coĹ na siebie usĹyszeÄ.
ByĹ jeszcze inny zwyczaj z tymi ĹwiÄtami zwiÄ
zany. Jak podczas BoĹźego Narodzenia po kolÄdzie chodzono, tak podczas Wielkanocy chodzono „po dyngusie”. Chodzono wiÄc, Ĺpiewano, skĹadano dobre Ĺźyczenia a w zamian domagano siÄ poczÄstunku zakrapianego gorzaĹkÄ
oraz drobnych datków.
Wielkanoc to czas radoĹci. W tym czasie Jezus pokonuje ĹmierÄ i daje ludziom nadziejÄ na Ĺźycie wieczne. Wiosna przynosi sĹoĹce a wraz z nim obietnice i nadzieje na dobre plony i peĹne spichlerze. I wreszcie koĹczy siÄ ponury i gĹodny czas Wielkiego Postu, kiedy i dobre jedzenie i zabawy byĹy zakazane. Teraz moĹźna jeĹÄ co siÄ chce i bawiÄ siÄ do woli. A przy dobrej okazji chÄci do dobrej zabawy Polakom nigdy nie brakowaĹo.
Autor: Magdalena Znamirowska
Bibliografia:
Polskie Tradycje ĹwiÄ
teczne by Hanna Szymanderska, Warszawa 2003