Kiedy wybuchĹa II Wojna Ĺwiatowa mieszkaĹem w Polsce, w Starachowicach.
Tamtego dnia niebo peĹne byĹo niemieckich samolotów, które zrzucaĹy bomby i wywoĹywaĹy panikÄ wĹród ludnoĹci cywilnej. Dopiero kilka godzin póĹşniej radio podaĹo, Ĺźe Polska jest w stanie wojny z Niemcami i naleĹźy siÄ spodziewaÄ ogólnej mobilizacji. Jako Ĺźe w Starachowicach istniaĹa wówczas fabryka broni, cywilni mieszkaĹcy, obawiajÄ
c siÄ silnych bombardowaĹ, pakowali swoje rzeczy i przenosili siÄ do okolicznych wiosek. Jako trzynastoletni chĹopiec doĹÄ
czyĹem do nich i obraĹem drogÄ na PakosĹaw, gdzie mieszkaĹa moja matka. Zgadnijcie, co staĹo siÄ póĹşniej …. ZnalazĹem siÄ w centrum najsilniejszych walk! Niemcy caĹkowicie zniszczyli wioskÄ. Na Starachowice spadĹa tylko jedna bomba.
MyĹlÄ, Ĺźe nie powinienem byĹ ruszaÄ siÄ z miejsca.
Kiedy pojawili siÄ naziĹci ze swoimi regimentami, rozpoczÄĹy siÄ konfiskaty. Ludzie byli wysiedlani z wĹasnych domów, które byĹy zajmowane przez Niemców. MiaĹem trzynaĹcie lat, skoĹczyĹem juĹź szkoĹÄ podstawowÄ
i zostaĹem zapisany do szkoĹy Ĺredniej. Niestety, naziĹci zamknÄli wszystkie szkoĹy Ĺrednie i nie pozwalali Polakom na zdobywanie wyĹźszej edukacji, co w moim przypadku oznaczaĹo, Ĺźe znalazĹem siÄ na ulicy.
RozpoczÄĹy siÄ „czystki” wĹród Ĺťydów. WidziaĹem ich siĹÄ
pakowanych do bydlÄcych wagonów. ZnÄcano siÄ nad nimi. Ktokolwiek próbowaĹ opieraÄ siÄ byĹ bity. PoniewaĹź jesienna pogoda nie byĹa przyjazna wielu ludzi popychanych wpadaĹo w bĹoto i nie byĹo nikogo kto by im pomógĹ.
Kiedy Niemcy zakoĹczyli juĹź to zadanie, rozpoczÄĹo siÄ wyĹapywanie dziewczÄ
t i chĹopców. Pakowano ich do pociÄ
gów osobowych i wywoĹźono do Niemiec, do pracy jako robotników przymusowych. WĹród nich znalazĹem siÄ równieĹź ja. ByĹ to ostatni raz, kiedy widziaĹem swojÄ
rodzinÄ.
JechaliĹmy trzy dni i dwie noce z jednym tylko przystankiem na posiĹek (nocÄ
na stacji w Berlinie). W koĹcu dotarliĹmy do celu. ByĹ to obóz w Westfalii usytuowany okoĹo 40 kilometrów od granicy z HolandiÄ
gdzie przetrzymywano polskich jeĹców wojennych. Po przybyciu zostaliĹmy umyci, odwszawieni i dano nam posiĹek.
Poprzez tĹumacza poinformowano nas, Ĺźe zostaniemy przydzieleni do róĹźnych prac. Wielu ludzi wysĹano do kopania rowów oraz zrzucania wÄgla z pociÄ
gów. Ja miaĹem szczÄĹcie, poniewaĹź pewien rolnik wybraĹ mnie do pracy na farmie. Do moich obowiÄ
zków naleĹźaĹo codzienne poranne i poĹudniowe dojenie 10 krów. Podczas zimy karmiĹem teĹź zwierzÄta w oborach. Z biegiem czasu wykonywaĹem wszelkie czynnoĹci gospodarskie, jak orka, uprawa ziemi czy mĹócenie zboĹźa. Cokolwiek byĹo do zrobienia na farmie, ja to robiĹem!
Farma leĹźaĹa niedaleko Muenster, wciĹniÄta pomiÄdzy lotnisko wojskowe i liniÄ kolejowÄ
. Po przeciwnej stronie nasypu kolejowego znajdowaĹa siÄ bateria dziaĹ przeciwlotniczych. Od granicy z HolandiÄ
dzieliĹo nas okoĹo 80 kilometrów i byliĹmy czÄsto bombardowani przez lotnictwo brytyjskie wybierajÄ
ce konkretne cele w tym rejonie. DziaĹo siÄ to gĹównie nocÄ
. Od roku 1943, kiedy Amerykanie przyĹÄ
czyli siÄ do wojny, naloty odbywaĹy siÄ juĹź bez przerwy, dniem i nocÄ
: Amerykanie dniem, Brytyjczycy nocÄ
. ByĹo to wstrzÄ
sajÄ
ce przeĹźycie szczególnie, gdy uĹźywali bomb zapalajÄ
cych. Nie istniaĹy tam schrony przeciwbombowe dostÄpne dla ludnoĹci cywilnej, ale jakieĹ ÄwierÄ kilometra od nas, pod liniÄ
kolejowÄ
, znajdowaĹa siÄ podziemna betonowa studzienka, która mogĹa pomieĹciÄ okoĹo 100 osób. Jej wĹaĹnie uĹźywaliĹmy jako schronu podczas bombardowaĹ.
Kilka zdarzeĹ gĹÄboko zapadĹo mi w pamiÄÄ. PamiÄtam jak pewnego razu spaĹem tak gĹÄboko, Ĺźe nie usĹyszaĹem syren alarmu bombowego. ZostaĹem gwaĹtownie zbudzony gdy moje ĹóĹźko dosĹownie odskoczyĹo od Ĺciany na okoĹo 30 centymetrów. WyjrzaĹem przez okno i zobaczyĹem niebo rozĹwietlone rakietami. TrwaĹo bombardowanie. Tym co mnie obudziĹo byĹa bomba, która wybuchĹa w pobliĹźu domu w wyniku czego jego Ĺciana zostaĹa uszkodzona. Instynktownie wyskoczyĹem przez okno, które byĹo tuĹź obok mojego ĹóĹźka, wskoczyĹem na rower i popÄdziĹem do schronu. Nie dotarĹem tam jednak ….. PamiÄtam uczucie jak jakaĹ ogromna siĹa wepchnÄĹa mnie do okopu pomiÄdzy drogÄ
a polem i wtedy straciĹem przytomnoĹÄ. Nie wiem jak dĹugo tam leĹźaĹem, lecz gdy siÄ ocknÄ
Ĺem nade mnÄ
leĹźaĹo wielkie drzewo a na nim zaĹ jakieĹ dwie tony ziemi. WyczoĹgaĹem siÄ spod niego i w tym samym momencie usĹyszaĹem dĹşwiÄk syren odwoĹujÄ
cych alarm bombowy. ZobaczyĹem ludzi wracajÄ
cych z pobliskiego schronu. Zastanawiali siÄ co mi siÄ przytrafiĹo – ja teĹź chciaĹbym to wiedzieÄ!
Inne zdarzenie miaĹo miejsce pewnej niedzieli okoĹo poĹudnia. ByĹ piÄkny, jasny i sĹoneczny dzieĹ. WĹaĹnie wyszedĹem na podwórze z obory i na tle nieba spostrzegĹem samoloty. Wiele samolotów. Jeden z nich wypuĹciĹ czerwonÄ
racÄ wskazujÄ
cÄ
cel bombardowania. W tej samej chwili rozlegĹ siÄ dĹşwiÄk syren alarmu przeciwbombowego. RatujÄ
c swoje Ĺźycie pobiegĹem w stronÄ linii kolejowej i dotarĹem do maĹego schronu. ByĹ peĹen ludzi i pozostaĹo tyle tylko miejsca, Ĺźe zdoĹaĹem siÄ ledwie wcisnÄ
Ä przy drzwiach. Nagle ogromna siĹa popchnÄĹa nas wszystkich na ziemiÄ. Zaraz potem gwaĹtowny wstrzÄ
s otworzyĹ drzwi. Naprzeciw nich ujrzeliĹmy lej po bombie gĹÄboki na 3 metry i roztrzÄsionego niemieckiego ĹźoĹnierza biegnÄ
cego w kierunku schronu. Zaraz za nim nadbiegĹ niemiecki oficer woĹajÄ
c: „Bierzcie szybko jakieĹ Ĺopaty. Pod ziemiÄ
jest zasypany czĹowiek!” ZaczÄliĹmy kopaÄ. OkazaĹo siÄ, Ĺźe czĹowiekiem tym byĹ rosyjski jeniec wojenny. MusieliĹmy go reanimowaÄ i udaĹo mu siÄ przeĹźyÄ. Amerykanie, którzy zwykle latali w ciÄ
gu dnia, zdecydowali siÄ na nalot dywanowy, aby caĹkowicie zniszczyÄ wszystkie dziaĹa obrony przeciwlotniczej.
Rolnik, u którego pracowaĹem, byĹ bardzo religijny. KaĹźdej niedzieli chodziliĹmy do koĹcioĹa. Niedaleko farmy znajdowaĹa siÄ maĹa kapliczka, w której gromadziĹo siÄ wielu miejscowych katolickich rolników. PoczÄ
tkowo polski ksiÄ
dz specjalnie dla nas Polaków odprawiaĹ co tydzieĹ mszÄ po polsku, ale w 1942 roku naziĹci zakazali tego.
Rolnicy mieszkajÄ
cy w tym rejonie nienawidzili Hitlera i ruchu nazistowskiego. Nie mieli jednak wyboru, musieli byÄ posĹuszni. Inaczej ryzykowali wywózkÄ
do obozu koncentracyjnego. DoĹwiadczyĹ tego niemiecki pasterz, który pracowaĹ ze mnÄ
na farmie. MiaĹ tylko jedno ramiÄ, drugie straciĹ w obozie koncentracyjnym, poniewaĹź oĹmieliĹ siÄ sprzeciwiÄ nazistowskiej niesprawiedliwoĹci. Czasami humor moĹźna napotkaÄ w najbardziej upiornych czasach…. Kiedy szedĹ on do toalety, miaĹ w zwyczaju zostawiaÄ drzwi szeroko otwarte i w momencie zaĹatwiania potrzeby woĹaĹ gĹoĹno “Hail Hitler!”, podnoszÄ
c rÄkÄ w geĹcie nazistowskiego pozdrowienia.
Robotnikom przymusowym nie wolno byĹo spoufalaÄ siÄ z ludnoĹciÄ
niemieckÄ
. IstniaĹy surowe zasady zakazujÄ
ce nam jeĹÄ, spaÄ i spÄdzaÄ czas z Niemcami. Co jakiĹ czas SS przychodziĹo na inspekcje farmy i opuszczaĹo jÄ
ze „skarbami” takimi jak schinken (szynka), ukrytymi pod pĹaszczem.
Na okres szeĹciu miesiÄcy zabrano mnie z farmy i skierowano do grupy budujÄ
cej duĹźy betonowy schron przeciwbombowy w pobliĹźu fabryki Messerschmit, na peryferiach Muenster. Praca byĹa ciÄĹźka a racje Ĺźywieniowe nÄdzne. Na caĹy dĹugi, ciÄĹźki dzieĹ pracy dostawaliĹmy litrowÄ
miskÄ wodnistej zupy (z kilkoma kawaĹkami rzodkiewki i ziemniaków), 20 gramów czarnego chleba i tyle samo koĹskiego salami. Bez przerwy chodziĹem gĹodny.
WypracowaliĹmy pewien system zdobywania poĹźywienia. Wymiana dokonywana byĹa pomiÄdzy rosyjskimi jeĹcami wojennymi zamkniÄtymi wewnÄ
trz fabryki, a robotnikami przymusowymi budujÄ
cymi schron. Kiedy tylko wartÄ peĹniĹ „przyjazny” Niemiec, jeden z Rosjan mógĹ przerzucaÄ do nas przez pĹot biĹźuteriÄ i pokazywaÄ na palcach ile bochenków chleba chce w zamian. Dwa palce oznaczaĹy bochenek chleba dla niego i drugi dla mnie. HandlowaliĹmy biĹźuteriÄ
z niemieckÄ
ludnoĹciÄ
cywilnÄ
w zamian za talony na chleb. DziÄki temu mogliĹmy dostaÄ talony „ulubionej” piekarni zaopatrujÄ
cej nas w pieczywo.
Farmer, dla którego wczeĹniej pracowaĹem, stale zamÄczaĹ wĹadze niemieckie o mój powrót na farmÄ. W koĹcu mu siÄ udaĹo. ByĹem z tego naprawdÄ zadowolony.
Gdy pracowaĹem przy budowie schronu w obozie pracy, dostaĹem spodnie i bluzÄ wykonane z jakiegoĹ rodzaju papieru. Kiedy wreszcie wróciĹem na farmÄ, ubranie które nosiĹem nie nadawaĹo siÄ do pracy i zaczÄĹo siÄ rozpadaÄ. Przód spodni i koszuli praktycznie nie istniaĹ. Aby siÄ czymĹ okryÄ zmuszony byĹem nosiÄ jutowy worek. Po pewnym czasie rolnik zapytaĹ, dlaczego ciÄ
gle noszÄ ten worek. PokazaĹem mu w jakim stanie znajduje siÄ moje ubranie. ByĹ naprawdÄ wstrzÄ
ĹniÄty. PowiedziaĹ, Ĺźe Ĺźaden robotnik w jego gospodarstwie nie bÄdzie nosiĹ czegoĹ takiego. NastÄpnego dnia pojechaĹ do miasta i kupiĹ mi dwie pary porzÄ
dnych spodni. ByĹem bardzo szczÄĹliwy z tego powodu i wreszcie mogĹem siÄ uwolniÄ od jutowego worka!
W roku 1945 bombardowania byĹy tak gwaĹtowne, Ĺźe na 75 hektarowej farmie, na której pracowaĹem, znajdowaĹo siÄ 5000 lejów bombowych. Niczego na tej ziemi nie daĹo siÄ juĹź uprawiaÄ. KaĹźdego dnia z alianckich samolotów zrzucano ulotki informujÄ
ce nas o przebiegu walk. DziÄki temu wiedzieliĹmy dokĹadnie co siÄ szykuje.
(CiÄ g dalszy nastÄ pi...)
Forum: Skomentuj, podziel siÄ wraĹźeniami lub zadaj pytanie autorowi.